sobota, 12 stycznia 2013

19. Współpraca

Gryffonka przekręciła się na bok starając się nie przerywać dziwnego snu kiedy poczuła okropny ból na swoim ramieniu. Otworzyła oczy i zobaczyła biały parawan. Była w Skrzydle Szpitalnym. A wiec to nie był sen. Podniosła się delikatnie i rozejrzała wokół siebie. Nikogo nie było ale zza drzwi dochodził ją znajomy, zdenerwowany głos.
- ..jak mogliście w ogóle dopuścić do takiej sytuacji!
- Pani profesor my..
- Panie Blaise, proszę mi nie przerywać. - powiedziała profesor McGonagall - Dlaczego nie wzięliście pochodni tylko stare lampy naftowe? Dlaczego nie zauważyliście, że nie wystarczy wam światła na posprzątanie całego korytarza?!
- Sądziliśmy, że wystarczy..
- Bezmyślność. No po prostu bezmyślność! - cmoknęła ze zdenerwowaniem - Całe szczęście, że tylko tak to się skończyło. A gdyby się zgubiła i skręciła w któryś z bocznych korytarzy? Jako Ślizgoni doskonale wiecie, że lochy są zakazane i niebezpieczne!
Hermiona zmarszczyła brwi usiłując sobie przypomnieć cokolwiek. A więc nie powiedzieli profesorce co stało się naprawdę. Może to i lepiej. Tylko mieliby więcej niepotrzebnych problemów... Syknęła z bólu czując, że ramie boli ją coraz bardziej i w tym momencie weszła pani Pomfrey.
- Obudziła się - powiedziała, a za nią wkroczyła profesor McGonagall - Jak się czujesz?
Dziewczyna spojrzała na nie blado, a jej wzrok zatrzymał się na pielęgniarce. Miała milion myśli.
- Panno Granger? - zapytała zmartwiona profesorka uważnie się jej przyglądając.
- Niewiele pamiętam. - powiedziała bardziej do siebie.
- Zostałaś zaatakowana przez strażników lochów. W ich szponach znajduje się substancja, która po rozejściu się po organizmie powoduje różne skutki uboczne. Chwilowa utrata pamięci może być jednym z nich. Ale nic się nie martw, rana nie była duża więc obejdzie się bez Szpitala Św. Munga. - powiedziała pani Pomfrey.
Gryffonka podniosła się trochę bardziej chcąc wstać z łóżka ale pielęgniarka natychmiast ją powstrzymała.
- Ani mi się waż teraz wstawać! - powiedziała surowym głosem - Zostaniesz tutaj na noc na obserwację. Zobaczymy jak się zachowa twój organizm i wtedy zdecyduję kiedy cię stąd wypuszczę. Na razie jesteś zbyt słaba! A teraz wypij to...
Podała jej jakiś eliksir. Hermiona wypiła go i od razu zapadła w głęboki sen.

Kiedy ponownie otworzyła oczy było już ciemno. Podniosła się i rozejrzała po pomieszczeniu, a jej serce zaczęło szybciej bić. Z każdą sekundą była coraz bardziej zdenerwowana.
Uspokój się Hermiono, niepotrzebnie się nakręcasz. Wszystko jest w porządku, próbowała uspokoić się w myślach. Tak bardzo bała się ciemności, tej przerażającej ciszy.. i pustki. Jej mózg automatycznie zaczął przywoływać różne obrazy do jej głowy przyspieszając tym jej tętno.
Martwy kot. Ciemność. Długi pusty korytarz. Szczelina w ścianie. Wilgoć. Anioł...
Łzy strachu napłynęły jej do oczu. Rozejrzała się niespokojnie. Nie myśl o tym, nie myśl o tym, proszę nie myśl o tym! Zacisnęła mocno oczy niemal słysząc swój własny krzyk, który wtedy rozdarł ciszę w lochach.
Otwór w ścianie. Smród. Kroki. Malfoy. Szczelina w ścianie. Troll, myślała mimowolnie przypominając sobie co działo się potem. Wypuściła powoli powietrze zdając sobie sprawę z tego, że gdyby Malfoy jej tam nie znalazł to już by nie żyła albo znajdowała się w Szpitalu Św. Munga.
Nagle usłyszała kroki. Przerażona rozejrzała się po pomieszczeniu jednak nikogo nie widziała. Boże, co się znowu dzieje?! Zaczęła drżeć słysząc, że kroki są coraz głośniejsze. Zobaczyła, że drzwi się otwierają i zamykają ale nikogo w nich nie ma. Kroki były coraz bliżej niej. Już miała krzyczeć kiedy przed nią pojawił się Harry i Ron.
Odetchnęła z ulgą.
- Hermiona! - powiedział Ron głośnym szeptem po czym nachylił się i mocno ją przytulił.
Dziewczyna jęknęła czując ból na swoim ramieniu. Ron natychmiast się odsunął.
- Wszystko w porządku? - zapytał Harry patrząc na nią ze zmartwieniem - Martwiliśmy się o ciebie. Kiedy odbieraliśmy różdżki McGonagall powiedziała nam co się stało.
- W porządku. - powiedziała cicho - Po prostu jestem bardzo zmęczona. Cieszę się, że przyszliście.
Rozmawiali chwilę, aż Hermiona zapadła w mocny sen.
* * *
Następnego dnia podczas śniadania Draco z zaciekawieniem przeglądał Proroka Codziennego. Zatrzymał się przy wielkim nagłówku "UCIECZKA Z AZKABANU". Zmarszczył lekko brwi czytając artykuł.
- Kto uciekł? - zapytał Ray nalewając sobie herbatę.
- Jakiś Bart Fringley, skazany za wielokrotne włamania do banku Gringotta. Sądzą, że ktoś mu w tym pomógł.. - blondyn podniósł wzrok i spojrzał na przyjaciela, a kącik jego ust delikatnie drgnął.
Rozmawiali chwilę, aż w końcu wzrok blondyna przykuła Gryffonka, która właśnie wkroczyła do Wielkiej Sali. Wyglądała trochę blado, a spod białej koszuli delikatnie prześwitywał bandaż. Uśmiechając się szeroko usiadła obok swoich przyjaciół i natychmiast pogrążyła się w rozmowie.
Najwyraźniej pani Pomfrey już ją wypuściła. Swietnie, przynajmniej nie będziemy mieć problemów, pomyślał wciąż uważnie obserwując jej każdy ruch i przypominając sobie wydarzenia wczorajszego dnia. Była tak bardzo przerażona... Delikatnie odgarnęła włosy na plecy i chwyciła gazetę, którą rzucił jej Ron. Jest taka.. inna, pomyślał blondyn zastanawiając się w jakim znaczeniu, gdy zdał sobie sprawę, że myśli o szlamie. Natychmiast się opamiętał i rozejrzał nerwowo w obawie, że ktoś czytał mu w myślach.
- Zobacz, szlamę wypuścili ze Skrzydła Szpitalnego. - powiedział nagle Zabini.
- Widziałem. - powiedział nie podnosząc nawet wzroku znad talerza.
W tym momencie mała czarna sówka niosąca kilka listów przeleciała im nad głową rzucając cztery listy na ich stół, nastęonie zrobiła dwa koła nad stołem Krukonów, rzucając dwa listy i na końcu nad stołem Gryffonów również rzucając cztery listy. Zadowolona poleciała w stronę stołu nauczycielskiego i usiadła przy profesor McGonagall.
- Co to jest? - zapytał Ray otwierają swoją kopertę i rozglądając się.
Draco, Zabini i Pansy również je dostali.
- Hm.. - mruknął blondyn i otworzył list.

Szanowny Panie Malfoy,
Proszę o zgłoszenie się do mojego gabinetu dzisiaj o godzinie 11:30.
Dostanie Pan informację odnośnie kary jaka czeka Pana
i resztę zamieszanych we wczorajszą bójkę osób. Uprzejmie proszę
o punktualność.
Profesor McGonagall

- No tak. - powiedział krótko Zabini chowając papier do kieszeni i patrząc na Ray'a.
- Ciekawe co wymyślili.. - odparł chłopak.
* * *
O 11:20 Hermiona razem z Jasmin udały się do gabinetu profesor McGonagall rozmawiając o tej całej sytuacji.
- ..mam tylko nadzieję, że nie będę musiała robić niczego z Harry'm. - powiedziała pustym głosem blondynka - To tylko wkurzy Draco.. a i tak dał mi ostatnią szansę na zerwanie z nim kontaktu.
- To nie będzie twoja wina Jasmin jeśli każą ci coś z nim robić... Nie martw się.
- Wiem o tym Hermiono.. ale dla mojego brata to nie będzie już takie jasne. Tak bardzo nie chcę żeby powiedział ojcu... - dodała cicho.
- Nie powie, Jasmin wszystko będzie dobrze. Zobaczysz...
Stanęły przed drzwiami gabinetu profesor McGonagall, zapukały i weszły do środka. Harry, Ron, Draco, Zabini i Ray już tam byli. 
- Świetnie, a więc brakuje nam jeszcze panny Parkinson, Chang i Westcher.. - powiedziała profesorka i w tym momencie drzwi się otworzyły i weszły trzy dziewczyny.
- Idealnie. Przejdźmy więc od razu do rzeczy. - zaczęła - Po konsultacji z profesorem Dumbledorem stwierdziliśmy, że nie ma sensu znowu kazać wam coś robić czy sprzątać. Jak słusznie zauważył profesor Snape na was to nie działa. Sytuacja wiecznie się powtarza, a my jesteśmy już tym wszystkim zmęczeni. Profesor Dumbledore uznał, że skoro fizyczne prace niczego was nie uczą to będziecie musieli nauczyć się ze sobą współpracować...
Spojrzeli na nią marszcząc brwi. Do czego zmierza?
- ...Na początku roku zapowiadany był obóz integracyjny, a wy właśnie wybraliście sobie grupę. - zakończyła.
- Co pani ma na myśli pani profesor? - zapytała Cho.
- O samym obozie nie wiele mogę wam teraz powiedzieć bo wciąż trwają rozmowy odnośnie tego gdzie on się odbędzie. Mówię tylko, że wasza dziesiątka będzie jedną grupą. Czy tego chcecie czy nie, będziecie musieli ze sobą współpracować.
Ron otwarł lekko usta patrząc na profesorkę z niedowierzaniem. Czy ona w ogóle wie co robi? Przecież to będzie katastrofa! Pozabijają się!
- Bez różdżek oczywiście. - dodała widząc ich miny - Wszystko jasne? - nie odpowiedzieli - W takim razie proszę się rozejść i do zobaczenia jutro o ósmej na zajęciach. Do widzenia.
Wszyscy wyszli z sali i bez słowa skierowali się w kierunku swoich Pokojów Wspólnych.
Współpraca? Rany Julek, pomyślała Hermiona. Przecież to się nie uda... Tylko tego brakowało...

3 komentarze:

  1. Dobry pomysł z tą karą . ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, super i jeszcze raz super! Widzę, że Draco zaczyna się zmieniać. Mam nadzieję, że zaprzyjaźni się z Hermioną. Świetny pomysł z tą karą, już nie mogę się doczekać rozwoju wydarzeń.
    Pozdrawiam, Olga :)

    OdpowiedzUsuń

Pochwal albo skrytykuj, klnij jeśli trzeba i szanuj innych komentujących:)