sobota, 12 stycznia 2013

30. Integracyjny bal maskowy cz.I

Następne kilka dni zleciały bardzo szybko. Uczniowie szóstego roku skupili się raczej na nauce, testach i zadaniach domowych, których mieli nawał. Można powiedzieć, że w Hogwarcie nic się nie działo, a plotki pod tytułem Hermiona-Krum umarły śmiercią naturalną. Znudzeni Ślizgoni skończyli z gadaniem. Może dlatego, że nie do końca uwierzyli, że cokolwiek z tego może być prawdą. Wyszło to oczywiście na korzyść Hermiony, która unikała wszystkich jak ognia, a Harry'emu i Ron'owi musiała powiedzieć, że to wszystko to bzdury wyssane z palca i nie wie dlaczego ktoś je wymyślił. Bardzo źle się czuła okłamując ich ale to wszystko po prostu ją przerosło i chciała żyć normalnym życiem. Jeśli chodzi o Kruma to dał jej spokój, przynajmniej na razie. Pewnie dlatego, że musiał nadrobić z uczniami bardzo dużo materiału i sprawdzić zadania domowe, które im pozadawał. Widzieli się więc tylko na lekcjach, na których całkowicie się ignorowali.. ale nie tylko oni. Gryffonka unikała również pewnego znienawidzonego przez siebie Ślizgona, który raz próbował jej coś powiedzieć ale skończyło się to kłótnią, wyzwiskami i krzykiem. Znowu została przez niego nazwana głupią szlamą co wskazywało na to, że wszystko wróciło do normy. Nie wiedziała, że Draco nie wygadał niczego co ona mu powiedziała i że to wina Pansy Parkinson, która podsłuchała ich rozmowę w domku nad jeziorem, a potem rozpowiedziała innym swoją, wymyśloną wersję. Ale skąd mogła wiedzieć jak jedyny raz kiedy próbował z nią porozmawiać zaczęła się na niego wydzierać? Potem zrezygnował. Był zbyt dumny żeby się przed nią płaszczyć i tłumaczyć. Nie chciała go słuchać to nie.
Pod koniec tygodnia, w sobotę, do Hogwartu przybyli uczniowie z innych szkół magii, z Irlandii i Niemiec i wtedy właśnie Hermiona zdała sobie sprawę, że nie ma ani sukienki ani partnera. Była tak pochłonięta nauką, że bal całkowicie wyleciał jej z głowy. Wprawdzie do balu zostało jeszcze sześć dni ale do Hogsmeade można było wychodzić jedynie w weekendy. Dlatego zaraz po śniadaniu, jak najszybciej udała się do miasteczka żeby kupić dla siebie cokolwiek w czym mogła by wyjść ba bal. Długo błądziła po sklepach zastanawiając się co kupić, aż w końcu znalazła uroczą beżową sukienkę. Była dokładnie taka jakie lubi, delikatna i dziewczęca. Już miała iść do kasy kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok. Odwróciła się ale nikogo nie było. Stał tam tylko manekin, który, dałaby sobie uciąć rękę, uśmiechnął się do niej sugerując by wzięła sukienkę, którą ma na sobie. Zaśmiała się. To znowu jej głupia podświadomość robi sobie z niej jaja.
- Nie ma mowy.. - powiedziała patrząc na dopasowaną czarną sukienkę.
Odwróciła się kierując do kasy i zatrzymała w połowie drogi rzucając jeszcze jedno spojrzenie w stronę manekina. Chwilę później wyszła ze sklepu, a w torbie, którą miała leżała piękna, czarna sukienka z manekina. Nie myśląc za wiele dokupiła maskę, kilka dodatków i wróciła do Hogwartu. Załatwione. A więc potrzebny był jej tylko partner. Długo zastanawiała się kogo mogłaby zaprosić, aż w końcu problem sam się rozwiązał kiedy przekroczyła próg Pokoju Wspólnego Gryffonów i podszedł do niej Ron pytając czy z nim pójdzie. Oczywiście się zgodziła. Wiedziała, że lepiej iść ze swoim przyjacielem niż dać pierwszemu lepszemu chłopakowi nadzieję na coś więcej.

Harry, tak samo jak w czwartej klasie poprosił Parvatti Patil. Niestety ta, pamiętając poprzedni bal powiedziała, że nie chce z nim iść. Miała ochotę się wytańczyć, a Potter jej tego nie gwarantował. Zrezygnowany chłopak spacerował korytarzami Zamku marząc o tym by Jasmin nie była siostrą Malfoy'a. Tak bardzo chciał ją zaprosić.. z nią mógłby tańczyć całą noc.
Chodząc tak i rozmyślając wpadł na swoją byłą dziewczynę, Cho Chang. Dziewczyna nie wahając się ani chwili zaprosiła go na bal.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł Cho.. - powiedział przyglądając się jej.
- Daj spokój Harry, to tylko bal! I do tego maskowy.. kto będzie wiedział, że poszedłeś ze mną? - zachęcała go.
- Ja będę wiedział. To już wystarczająco niezręczne biorąc pod uwagę fakt co było między nami. - wymamrotał - Ale.. może masz racje.. może to tylko bal. - dodał zgadzając się.
Ucieszona Krukonka aż podskoczyła klaskając w dłonie z uśmiechem. Już teraz układała sobie w głowie plan żeby odzyskać Harry'ego. Postanowiła, że utrze Jasmin nosa i na pewno sprawi żeby dowiedziała się, że Harry poszedł właśnie z nią. Szybko pożegnała się z nim i poleciała do swojej przyjaciółki Amandy, żeby podzielić się z nią tą wspaniałą wiadomością. Zielonooki został sam z głową pełną myśli. Nie wiedział czy dobrze zrobił godząc się ale było już za późno.
Czując potrzebę zaczerpnięcia świeżego powietrza wyszedł z Zamku. Spacerował po wydeptanych w śniegu ścieżkach aż nogi same zaprowadziły go pod Sowiarnię. Wyszedł schodami na górę gdzie usłyszał dziwną rozmowę. Schował się za wielkimi drzwiami starając się dowiedzieć czyje to głosy i o co chodzi.
- No.. to wiemy gdzie i o której godzinie. Na razie. - usłyszał znajomy głos. W tej chwili przeszło obok niego kilka osób. Na szczęście nikt go nie zobaczył. Upewniwszy się, że wszyscy już wyszli podniósł się i odwrócił chcąc zobaczyć kto to był.
- Cześć Harry. Nie ładnie tak podsłuchiwać. - usłyszał za sobą i aż podskoczył, a kiedy się odwrócił zobaczył Freda i George'a.
- Ja.. nie podsłuchiwałem.. po prostu zobaczyłem... O co chodzi? - zapytał.
Bliźniaki podeszły do niego kładąc mu rękę na ramieniu.
- Im mniej wiesz tym lepiej śpisz Potter. - mruknął jeden śmiejąc się.
- No dajcie spokój. - zaśmiał się nerwowo - Co wy znowu kombinujecie?
Spojrzeli po sobie.
- Dobra powiemy ci. ALE! Ani słowa nikomu, rozumiesz? Ni-ko-mu. Zwłaszcza Ronusiowi czy Hermionce. - zaznaczył George.
Harry zmarszczył brwi ale zgodził się na wszystko.
- Chcemy uśpić wszystkich nauczycieli na balu dodając im do napojów eliksir usypiający. - powiedział poważnie jeden bliźniak na co Harry zakrztusił się i zaczął kaszleć.
- Oszaleliście?! Chcecie wylecieć ze szkoły czy co? Myślicie, że nikt się nie dowie..
- Uspokój się Potter, to będzie malutka dawka, nikt się nawet nie zorientuje..
- Ta, zwłaszcza Dumbledore. Sami to chcecie zrobić?
- No coś ty. Przecież widziałeś, że wychodziło stąd kilka osób. Każdy był z innego domu. To zorganizowana akcja. Jak ich uśpimy będziemy mogli bez przypału pić alkohol. - zaśmiał się Fred.
- To się nie uda. - powiedział Harry kręcąc głową. Rozmawiali jeszcze przez dłuższą chwilę aż w końcu razem udali się w stronę Wieży Gryffindoru.
* * *
Kilka dni później, w piątek, czyli w dzień balu w Hogwarcie panowała wesoła atmosfera. Wszyscy, bez wyjątków mieli wspaniałe humory. Nawet Harry i Ron chociaż nie lubili tańczyć bardzo się cieszyli. Tak naprawdę każdy z uczniów potrzebował tego balu. W końcu ile można się uczyć? Czasami odrobina rozrywki jest mocno wskazana. Tym bardziej kiedy ostatnia lekcja to eliksiry z Saverusem Snape'm. Pomimo wyjątkowej upierdliwości profesorka wszyscy wciąż pozostali weseli. Każdy uczeń zaraz po obiedzie czym prędzej udał się do pokoju żeby przygotować się na imprezę.

Kiedy Ron spojrzał na siebie w lustrze nie mógł powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. W końcu wyglądał jak człowiek. Nowa, czarna szata wyjściowa idealnie do niego pasowała. Rozczochrał lekko swoje rude włosy, założył zielono złotą maskę i pasującą do niej muszkę, a następnie psiknął się dwa razy jakimś męskim zapachem. Wyglądał naprawdę dobrze i był z siebie zadowolony. Nie mógł doczekać się kiedy zobaczy Hermionę.

Czekali razem z Harry'm na swoje partnerki przy schodach prowadzących do Wielkiej Sali obgadując każdego przebranego ucznia, który obok nich przeszedł.
- To na pewno Crabbe. Wszędzie poznam te wielkie pucki. Nawet pod zakrywającą pół twarzy maską. - zaśmiał się Zielonooki.
- A to.. - powiedział Ron wskazując dziewczynę w różowej szacie z różową maską - musi być Parkinson. Stary na milion procent!
Zaczęli się głośno śmiać. Co jakiś czas mijały ich osoby z Irlandii czy Niemiec rozmawiając ze sobą głośno. Hogwart wyraźnie bardzo im się podobał i już nie mogli się doczekać kiedy zaczną się tańce.
- Boże patrz na TO Ron... Co to kurwa jest?! - Harry nie mógł się nadziwić widząc FACETA w również różowej szacie wyjściowej. Podszedł do dziewczyny, którą uznali za Pansy i przywitał się z nią całując ją w rękę.
- Ja pierdole.. - wydusił z siebie Ron - kto to jest?!
Nie do końca wiedzieli czy powinni się śmiać czy płakać aż w końcu ich rozmyślania przerwał Neville, który właśnie przyszedł w towarzystwie Ginny. Wyglądali bardzo ładnie i kolorystycznie również do siebie pasowali. Stanęli obok nich zaczynając zastanawiać się jak ubierze się ich ulubiony profesor Snape i dołączyli się do wspólnego obgadywania wszystkich przechodzących. Niektórzy byli całkowicie przebrani, niektórzy w połowie. Jednym warunkiem jednak było to, że każdy musiał mieć ubraną maskę. To sprawiło im ogromną trudność w rozpoznaniu swoich znajomych. Zwłaszcza, że niektóre osoby mieli maski na całą twarz. Były też dziewczyny, które swoje maski trzymały na kijkach przyłożone do twarzy.
- Ciekawa jestem jak będą tańczyć. - mruknęła Ginny - W końcu nie można zdejmować swoich masek.
- Może przykleją je do twarzy - zaśmiał się Ron i właśnie wtedy zobaczył swoją partnerkę schodzącą ze schodów i uśmiechającą się szeroko. Dopóki nie podeszła do niego i się nie odezwała nie był pewien czy to na pewno ona.

Nie było chyba osoby, która nie zwróciłaby uwagi na Hermionę. Wyglądała wyjątkowo. Czarna, opięta sukienka idealnie podkreślała jej piękne kształty. Na włosach miała artystyczny nieład w postaci delikatnie opadających na ramiona i plecy fal, natomiast oczy mocno pomalowała na czarno. Ubrała do tego czarną maskę ze złotym akcentem, która sprawiła, że całość wyglądała bardzo, bardzo tajemniczo. Usta pomalowała na czerwono co było znakomitym kontrastem do całości. Do tego dobrała delikatną złotą bransoletkę od babci i malutki, również delikatny łańcuszek z zawieszką. Warto również wspomnieć o czarnych, klasycznych wysokich szpilkach, które sprawiły, że jej nogi wyglądały niesamowicie seksownie.
- Cześć. - powiedziała uśmiechając się szeroko - To jak.. idziemy?

3 komentarze:

  1. Cud, miód i orzeszki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ron i Harry są strasznymi stereotypami... co im nie pasuje w różowych szatach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhahahah to samo co mi, rozowy kolor slodziaku :*

      Usuń

Pochwal albo skrytykuj, klnij jeśli trzeba i szanuj innych komentujących:)