sobota, 12 stycznia 2013

22. Kłamstwo przeminie, prawda nie zginie

- Nie sądziłem, że przyjdziesz. - powiedział następnego dnia Harry czekając na Jasmin w Wieży Zegarowej.
- Sama nie wiem dlaczego tu jestem. - odpowiedziała.
Tego dnia wyglądała już troszeczkę lepiej niż poprzedniego aczkolwiek wciąż była blada i smutna.
- Jasmin.. chciałbym cię przeprosić. Za wszystko. Naprawde nie sądziłem, że to się tak potoczy. W pewnym sensie to moja wina. Ja chciałem spotykać się ukradkiem na boisku.. ja sprowokowałem twojego brata do bójki ja... - zaczął Zielonooki.
- W porządku. To nie tylko twoja wina. Mam też swój rozum. Powinnam była być ostrożniejsza..
- Posłuchaj mnie.. - powiedział podchodząc do niej i patrząc jej w oczy - ..wiem, że przysporzyłem ci kłopotów, wiem, że przeze mnie oberwałaś od swojego brata dobre kilka razy, bardzo tego żałuję ale.. skłamałbym gdybym powiedział, że żałuję, że to w ogóle się zaczęło... Poczekaj, pozwól mi dokończyć, proszę. Już na początku, w pociągu wydałaś mi się być interesującą osobą, później wyszło na jaw, że jesteś całkowicie inna niż twój brat, zaczęliśmy się spotykać i zaczęło też mi na tobie zależeć. I tak jest dalej Jasmin. Zależy mi na tobie. Bardzo nie chciałbym żeby to się tak skończyło...
Odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy i delikatnie przesunął ręką po jej policzku.
- Harry.. przestań. - powiedziała cicho patrząc mu w oczy - Nie możesz tego mówić...
- Kiedy tak jest. Nic na to nie poradzę. Nie chcę namawiać cię żebyśmy znowu spotykali się ukradkiem. Nie chcę żebyś znowu miała przeze mnie kłopoty.. i żeby twój brat znowu cię tak trakto... - zamilkł przypominając sobie okoliczności - Przepraszam. Ja.. zapomniałem...
Patrzyła na niego mokrymi oczami nie ruszając się. Była taka smutna. Przytulił ją do siebie, a potem delikatnie ujął jej twarz i pocałował.
* * *
Kilka godzin później trójka przyjaciół przebijała się przez śnieg wracając ze szklarni do Zamku.
- Powiesz nam w końcu co cię gryzie? - zapytał Ron patrząc na Hermionę - Nie odezwałaś się dzisiaj ani słowem.
Gryffonka nie odpowiedziała. Szła szybko w kierunku Zamku starając się jak najszybciej znaleźć się sama.
- Hermiona! Co się dzieje?! - krzyknął w końcu Harry zatrzymując przyjaciółkę - Powiedz nam w końcu! Bez zbywania!
Dziewczyna spojrzała na niego. Wiedziała, że tak łatwo nie odpuszczą. Wiedziała, że tylko w jeden sposób może ich zbyć. Kłamstwem.
- No dobrze... - powiedziała w końcu patrząc w ziemię - Moja mama zachorowała. Poważnie. Jest teraz w szpitalu i nie jest z nią najlepiej.
Przez chwilę chłopcy patrzyli na nią nie wiedząc co powiedzieć ale najwyraźniej to łyknęli bo powiedzieli:
- Trzeba było powiedzieć nam od razu, a nie męczyć się z tym sama!
- No właśnie.. wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć.. Jestem pewien, że wszystko się ułoży.
- Mhm, na pewno - mruknęła cicho.
- Nie martw się. - powiedział Harry - Cieszę się, że powiedziałaś nam o tym.. w końcu jesteśmy przyjaciółmi, tak?
- Tak - odpowiedziała Gryffonka czując się podle okłamując przyjaciół.
- Dzisiaj mecz Quidditcha. Przyjdziesz nam pokibicować? - zapytał Ron.
- Niestety muszę... - zaczęła ale widząc ich miny szybko dodała - Tak. Oczywiście, że przyjdę.
Uśmiechnęła się do nich sztucznie ale najlepiej jak umiała i zniknęła za drzwiami łazienki.
* * *
Pół godziny przed meczem zadowolony Ron dumnie kroczył w kierunku Pokoju Wspólnego ściskając w ręce małą, pustą buteleczkę. Jeszcze nigdy nie czuł się tak pewny siebie.
Zabrał z dormitorium swoją szatę do Quidditcha i poszedł w kierunku boiska, gdzie czekała na niego reszta drużyny. Szybko się przebrał po czym stanął przed lustrem spoglądając na siebie i uśmiechając.
- Co się tak cieszysz rudzielcu? - zapytał George.
Ron odwrócił się do brata i zmarszczył brwi po czym zaśmiał się.
- Sam jesteś rudy. - stwierdził.
- Wiem o tym. Ale ty bardziej. Prawda Fred?
- No pewnie George. - potwierdził drugi bliźniak - Jest bardziej rudy niż my.
Ron zaśmiał się, tym razem nie przeszkadzały zaczepki braci.
- Co on ma taki dobry humor? Potter, pozwól no tu! - zaśmiał się jeden z nich.
- Co jest? Jesteście gotowi? Zaraz gramy! Na waszym miejscu bym się tak nie cieszył. Na zewnątrz jest prawdziwa śnieżyca!
- I tak wygramy. - powiedział pewnie Ron.
Minął zdziwionego swoją postawą Harry'ego i wyszedł. Zielonooki spojrzał pytającym wzrokiem na braci, którzy wzruszyli ramionami i również wyszli z szatni.

Zaczął się mecz. Okazało się jednak, że "śnieżyca" to zbyt delikatne pojęcie jeśli chodzi o to co działo się na boisku. Było zimno, padał grad ze śniegiem, wiał lodowaty wiatr i wszędzie unosiła się biała mgła, która w idealny sposób utrudniała wszystkim zawodnikom latanie. No.. prawie wszystkim, ponieważ Ronowi nie przeszkodziłby nawet wybuch wulkanu czy spadający meteoryt. Grał tak zawzięcie jak nigdy. Miał tyle energii, że poruszał się najszybciej ze wszystkich zawodników nie zwracając uwagi na cokolwiek. Już w ciągu pierwszych kilku minut zdobył czterdzieści punktów dla Gryffindoru. Zarówno widzowie jak i reszta graczy byli zaskoczeni.
Po następnych czterdziestu punktach zdobytych przez Ron'a Harry spojrzał na niego uważnie. Dopiero wtedy zaczął się nad tym zastanawiać, ponieważ w końcu wydało mu się to dziwne, że jego przyjaciel nagle gra najlepiej z całej drużyny. Podleciał do niego.
- Stary, co zrobiłeś? - krzyknął.
- Co masz na myśli? - udał zdziwionego Ron.
- No wiesz.. masz tyle energii.. wiesz, że nie można, jeśli ktoś się dowie.. wylecisz z dru...
- Aaa, no tak! Zapomniałem, że tylko tobie wolno być gwiazdą drużyny! - krzyknął obrażony Ron.
- Przecież wiesz, że nie o to chodzi! - krzyknął Harry do pleców przyjaciela po czym odleciał w poszukiwaniu Znicza.

Mecz zakończył się wygraną Gryffonów. Pomimo tego, że to Harry złapał znicza zdecydowanie "gwiazdą drużyny" został Ron. Wszyscy bili mu brawo i cieszyli się z wygranej. Podrzucali rudego bohatera przez kilkanaście minut. Kiedy wracali do Wieży Gryffindoru śpiewając triumfalne piosenki do Ron'a podeszła... Amanda Westcher prosząc na słówko.
- Tak? - zapytał chłopak kiedy byli już na osobności.
- Zastanawiałam się.. czy wciąż chciałbyś się ze mną umówić..
Chłopak uśmiechnął się w duchu ale przypominając sobie to jak wyśmiały go jej koleżanki powiedział:
- Wiesz, nie sądzę aby to był dobry pomysł. Muszę już lecieć. Trzymaj się - powiedział po czym odszedł zostawiając dziewczynę samą.
Już zanim doszedł do Pokoju Wspólnego usłyszał śmiechy i plotki, że Amanda dostała od niego kosza. Jeszcze nigdy nie był tak bardzo zadowolony jak dziś. Kiedy tylko przeszedł przez obraz z Grubą Damą ktoś wcisnął mu do ręki szklankę z Ognistą Whiskey. Zadowolony wzniósł toast, zamoczył swoje usta w wysokoprocentowym napoju po czym upadł na ziemię trzęsąc się okropnie.
* * *
- Jak się czujesz? - zapytała Hermiona kiedy tylko Ron otworzył swoje oczy.
- Chyba.. chyba dobrze. Zemdlałem? - zapytał.
- Tak. - powiedział Harry.
- A wiesz dlaczego? - syknęła Hermiona - Tak się dzieje kiedy alkohol połączy się z eliksirem dopingującym! Może zechcesz nam to wyjaśnić?!
- Nie tutaj Hermiono! - cicho warknął Harry - Jak ktoś usłyszy wyleci z drużyny!
- Wyleci z drużyny?! Harry jak ktoś się dowie zamkną waszą drużynę! Boże, gdybym wiedziała, że zamierza to wypić od razu bym go powstrzymała!
- Dzień dobry kochaneczku. - usłyszeli głos pani Pomfrey, która właśnie zauważyła, że się obudził - Jak się czujesz?
- W porządku... - odparł Ron zastanawiając się czy ona wie co mu dolega.
- Musiałeś bardzo mocno uderzyć się w głowę skoro zemdlałeś w Pokoju Wspólnym.. no ale wyglądasz znacznie lepiej. Wypij to - powiedziała dając mu eliksir wzmacniający - i możecie go zabrać.

- Mam nadzieje, że będzie to dla ciebie nauczką stary. - powiedział Harry kiedy wracali.
- Będzie. Możecie już odpuścić?
- Nie bo nas okłamałeś! Własnych przyjaciół! - zawołała Hermiona.
Ron zaśmiał się głośno.
- Śmieszy cię to? - zapytał Harry.
- Nie. Po prostu dziwnie brzmią takie oskarżenia ze strony kogoś kto sam nas okłamał. - odparł.
- Co masz na myśli? - zapytał Harry.
- Może Hermiona w końcu nam powie o co chodzi?
Wymienili spojrzenia nic nie mówiąc. Harry zatrzymał się.
- Czy ktoś do jasnej cholery może mi powiedzieć o co tu chodzi?! - krzyknął.
Hermiona spojrzała na Rona, a potem na Harry'ego.
Wzięła głęboki oddech.
- Moja mama wcale nie jest w szpitalu. Nie o nią się martwię. - powiedziała do swoich butów.
- Więc o kogo? - zapytał Harry podchodząc do niej i patrząc ze zdziwieniem na Rona.
- O Malfoy'a.
- Co?!
- To moja wina, że jest w Szpitalu Św. Munga. To moja wina, że całkowicie stracił świadomość i nie wie kim jest! - krzyknęła zalewając się łzami.
Chłopcy wymienili spojrzenia.
Zaprowadzili ją do Pokoju Wspólnego Gryffonów gdzie usiedli przy kominku i zaczęli wszystko sobie wyjaśniać. Hermiona powiedziała im o tym, że chciała ratować Jasmin i złożyła z Malfoy'em Przysięgę Wieczystą. Powiedziała też o tym, że od początku wiedziała, że któreś z nich dostanie tym zaklęciem jednak nie sądziła, że będzie ono tak długie i tak silne... Nie sądziła, że takie będą tego skutki.
Słuchali ją uważnie nie wiedząc co powiedzieć aż w końcu Ron przytulił ją mocno i powiedział:
- Spokojnie, już dobrze. Każdy popełnia błędy..
Siedzieli w ciszy, którą przerywało tylko krótkie pochlipywanie Hermiony, która po pewnym czasie w końcu zasnęła.
- Jak się dowiedziałeś? - zapytał Harry kiedy zanieśli ją do dormitorium.
- Słyszałem wczoraj rozmowę dwóch dziewczyn. Rozmawiały o Malfoy'u. Widziałem jak Hermiona ich słuchała, a potem wybiega z płaczem. Przypadkiem byłem przy oknie kiedy płakała przed Zamkiem. Po tym co nam powiedziała po zajęciach naprawdę myślałem, że chodzi o jej mamę... Dopiero później skojarzyłem fakty. Nie wiedziałem dokładnie o co chodzi ale wiedziałem, że chodzi o Malfoy'a... Poza tym.. prawda zawsze wyjdzie na jaw. Wierz mi, coś już o tym wiem.

2 komentarze:

  1. Sherlock Weasley xD
    Harry jest chamski... w sumie, to wszytkie przez niego, nie?

    OdpowiedzUsuń

Pochwal albo skrytykuj, klnij jeśli trzeba i szanuj innych komentujących:)